Ręcznie szyty notes


Notesów ręcznie szytych widziałam już tysiące. Próbowałam wielu metod szycia, klejenia. Ale jak stary koń, zawsze wracam w to samo miejsce: szyję dwugrzbietowy notes z guzikiem, a okładka jest z mięsistego pergaminusa albo filcu. Bo pergaminus i filc to prawie to samo.

Byłam ostatnio w sklepie typu „papiernik”. Regały powyżej mojej głowy. Morze notesów, zeszytów. Prawie raj! Całkiem miłe dla oka okładki, ale bez efektu WOW.
Niektóre miały modne kropki zamiast kratki czy linii. A inne miały papier barwiony w masie, czyli fajnie, nie ma nudnych białych kartek, coś się dzieje z kolorem. Niestety, tak nasycone niebieskości i różowości były nie do użycia.

mały Notesik, mała pociecha

Ostatnio nie chciało mi się już szyć notesów. Nie, bo nie. Wolałam iść do Flying Tiger Copenhagen, a tam jak zawsze szaleństwo i karnawał w ofercie. Notesy w futerku, notesy lśniące brokatem. Tycie i wielgaśne. Kupiłam trio maleńkich notesików. Prostota z surową okładką. Niestety, nie wszystko da się zanotować na takich małych karteczkach.
Do tego chomikowanie wizytówek między kartkami już przestało zdawać egzamin . Potrzeba uporządkować te karteluszki. Jakaś kieszonka albo co?
Nooo dobrze, uszyję notes z kieszonką. Ciekawe czy w pracowni mam jeszcze gruby filc?

mam dziko różowy filc do niczego

Na stojaku z rulonami  mam dziko różowy, gruby na 4mm filc. Leży w zapasach po warsztatach dla pewnej firmy. Uczestniczkami były kobiety, firma kosmetyczna, różowy musiał być.
Biorę rulon, rozkładam na stole. Próbuję wyciąć prostokąt na okładkę notesu. Tak składam, tak zaginam. NIC. Nic nie pasuje. Grubość za gruba. Różowy za różowy. Trzeba zdobyć coś innego na okładkę. W mojej ocenie okładka notesu to 90% sukcesu. Albo da się go nosić i używać, albo tylko leży na półce, bo okładka za delikatna i za jasna. Za ładny, żeby używać.
I tu trzeba zrobić wstawkę o Pergaminusie, moim ukochanym tajlandzkim papierze czerpanym. Pracowałam na nim z 5 lat!

Pergaminus, jak mogłeś tak mnie omamić

Po latach używania moich notesów muszę przyznać, że piękno papieru to za mało. Zrobiłam niezliczone ilości notesów oprawionych w Pergaminus. Ten papier przechodzi różne fazy w fakturze i dlatego tak go lubiłam: od częstego dotykania robi się mięciutki jak filc, jest niemal puchaty. Niestety potem przeciera się w miejscach, gdzie najintensywniej działa mechanika. A tak kochałam ten papier! A teraz się okazuje, że nie była to prawdziwa miłość! Tylko zauroczenie. Nie chciałam widzieć jego wad…
A więc postanowione: Pergaminus nie będzie już moim flagowym papierem notesowym*. Na szczęście, na abażury i inne dekoracje jest idealny, więc zużyję zapasy z płatkami kwiatów, liśćmi na kolejne dekoracje.

w krainie wełny i kolorów

Zadzwoniłam do Krainy Filcu, żeby się upewnić, czy mają w ofercie coś grubego i przy okazji dowiedziałam się, że sklep się przeprowadził w okolice mojej pracowni. Hura! Nie muszę już jeździć na Mokotów!

Weszłam do hurtowni, a tam szaleństwo! Półki po sam sufit pełne odcieni fioletu, zieleni, różowości (!). Grubości z pięć. Jakości różne: dla bardzo wymagających klientów i do swobodnej zabawy.
Weszłam po dwa kolory. Wyszłam z sześcioma. Dwa odcienie szarości, dwa odcienie różu, fiolet i zieleń. No i jeszcze parę kulek filcowych na bransoletkę.
Czy ja już mówiłam już, że jestem sroczka i lubię kolory?

Guziki z ceramiki

Dotargałam do pracowni dużą siatkę z rulonami miękkiego filcu. Prawie biegłam, żeby szybko go rozłożyć na stole. Jest taki miękki, a tak gruby. Chyba nie tylko notesy z niego powstaną.

no to co dodajemy do okładki?

Pasek? Pętelka? Guzik? GUZIK. Pudełko z guzikami jest na półce. Ależ ono ciężkie! Pamiętam, jak je kupowałam. Pojechałam kupić kilkanaście sztuk, bo w pracowni zostało już tylko kilka guzików. A u mnie to jak z chlebem w domu. Czy się chce, czy nie chce jeść, chleb musi być. Niech no tylko zabraknie, wściegle głodna jestem! No to jadę uzupełnić zapasy.
Dotarłam do upacianej gliną pracowni, a Krzysztof mówi: „a weź kup całe pudełko, to już będę miał z nimi spokój. Chyba nie będę już się bawił w ich produkcję, strasznie pracochłonna jest”. Najpierw odmówiłam, bo jak tak można kupić tyle guzików! Tanie nie są, bo to ręczna robota w polskiej pracowni (a nie chińszczyzna!). No, ale trzeba się wspierać, za jakość i rzemiosło się płaci. Zapłaciłam. I wszystkie są już moje! Mogę z nimi robić co chcę!

Przygotowałam papiery

W końcu zużyję te kartki docięte do dziwnego formatu. Dziurkownicą zrobiłam kilka podstawowych dziurek. O robieniu zdjęć zapomniałam. Pokażę dziurkownicę z innego notesowania.

Dziurkownicę zrobił mój szwagier :) Nikt nie ma takiego dobrego szwagra: złote serce, złote ręce.

A teraz jakie kolorki? Co rzuciło się w oczy w jedną sekundę? POMARAŃCZE!!!
Guzik jest. Mulina jest. Jak to się stało, że ja kupiłam pomarańczową mulinę? Nie pamiętam. Ale do guzika pasuje I D E A L N I E.

Dużo się napisałam, miałam już kończyć, ale jak tu nie powiedzieć, że w tym notesie są jeszcze dwie cudowności?
1. Podwójny grzbiet. Dwa bloki są zszyte z okładką. Ścieg prosty. Efekt niezwykły. To lubię!

2. Kieszonka na tylnej okładce. Akurat ten patent to moja stara metoda, trenowana na okładkach z Pergaminusa, ale skoro filc to prawie pergaminus, więc szycie to prosta sprawa.

Oto efekt!

 

*A na koniec najtrudniejsza wiadomość: mój dostawca papierów beztrosko powiedział, że już nie sprowadzają Pergaminusa, sprzedadzą to co mają i koniec. Cóż. Coś się kończy, coś się zaczyna.

Reklamy

Napisz do mnie :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s